
wszyscy wskoczyliśmy do jeziora jak opętani. pluskaliśmy się jak małe dzieci. kiedy wyszliśmy strasznie chciało nam się pić.
- cholera jasna! - krzyknął Mikołaj. - zapomnieliśmy piwa kupić.
rozbrzmiało równe - no to zajebiście. - z naszych ust.
- dzwonię do Kuby, bo nie ma innego wyjścia! - powiedział Mikołaj, wyciągając telefon z torby.
- do jakiego Kuby? - spytałam Olkę, bo nie wiedziałam kto to.
- chyba nie znasz, to jego kupel, razem się wychowywali i w ogóle takie tam, kiedyś Ci opowiem. - powiedziała, zaciągając się szlugiem.
położyłam się spokojnie na ręczniku, próbując się opalić. po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam tylko: - Gabi wstawaj, nasze piwo przyjechało.
tak więc wstałam i udałam się za przyjaciółmi. nasz prowiant przywiózł nam niezbyt wysoki blondyn o zajebistych oczach.
- cześć. - zwrócił się do mnie.
- aa siema! - rzuciłam. - Gabi jestem.
- Patryk, - powiedział z uśmiechem.
Mikołaj wziął z jego samochodu piwa i coś dobrego koloru zielonego. Patryk pojechał, bo coś tam miał do załatwienia. my rozsiedliśmy się znowu na plaży i tak poleciał jeden blant, drugi, trzeci i następny. było całkiem spoko. coś koło godziny 19 zadzwoniła do mnie mama z pytaniem czy jadę z nią do wujka. po krótkim namyśle zgodziłam się, bo dawno wuja nie widziałam.
- ja musze spadać chłopcy i dziewczęta! - rzuciłam gasząc papierosa.
- czemu tak? - zapytała Wera.
- bo jadę do wuja, wiecie jak dawno go nie widziałam... - powiedziałam z miną szczeniaczka.
- no dobra, ale jutro jesteśmy umówieni na browca! - wyrwał Mikołaj.
- spoczko. - rzuciłam oddalając się od nich.
do domu dotarłam po jakiś 10 minutach. rodzice od razu mnie zgarnęli i pojechaliśmy. kiedy podjechaliśmy pod dom wuja, to już było słuchać muzykę, jakby wielka biba się szykowała.
- czeeść wujek. - rzuciłam gdy tylko weszłam do środka.
- a cześć młoda. nie spodziewałem Ciebie tu. - powiedział z uśmiechem.
nagle zobaczyłam Marcina - jakiś tam krewny cioci, dobrze się z nim bawiłam na weselu.
- o jest i Gabi! - powiedział chłopak.
- no jestem i ja! - rzuciłam i usiadłam nalewając sobie soku do szklanki.
posiedzieliśmy chwilę, pośmialiśmy się, jak to zawsze na " zjazdach rozdzinnych " bywa, dziadek zapuścił trochę sucharów i było spoko. nagle poczułam wibrację telefonu w kieszeni. treść sms'a: " idziesz ze mną na coś konkretnego? :D " - nadawca: Marcin. od razu po odczytaniu udałam się w kierunku wyjścia pod pretekstem zadzwonienia do przyjaciółki. on wyszedł kilka chwil po mnie.
- no to do masz konkretnego? - zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
- aa! patrz. - pokazał mi woreczek z zielonymi liśćmi.
- no to konkrety! trzeba było tak od razu. - rzuciłam.
Marcin skręcił blanta, i tak później poszedł kolejny i kolejny. nie wiem ile ja w tym dniu spaliłam, ale już na głowie miałam dobrze. nagle poczułam, że telefon mi wibruje. wyciągnęłam go z kieszeni. " Kasia;P dzwoni "
- Halo? - odebrałam.
- jesteś w domu? - zapytał znajomy głos.
- nie jestem u wujka a czemu?
- aaa, bo jestem pod Twoim blokiem z Patrykiem i Sebą. - oznajmiła.
- a czemu tak? a z resztą, to ja za jakieś pół godziny będę. - powiedziałam udając się do domu. - czekajcie za mną.
zebrałam rodziców, tata już też był skończony, więc pojechaliśmy do domu. pod blokiem czekali za mną.
- no cześć. - rzucił blondyn. - to znowu Ty.
- a no znowu ja. - powiedziałam z uśmieszkiem.
- idziemy na piwo. - oznajmiła nam Kasia, biorąc mnie pod pachę i idąc w kierunku znajomych ławek w parku. wypiliśmy po cztery piwa, gdy nagle zaczęło padać.
- lecimy do mnie, bo mam wolną chatę. - rzucił Seba.
- spoko, ja później do domu daleko nie mam... - powiedziałam.
doszliśmy do Seby. otworzyliśmy Bolsa i melanż zaczął się w najlepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz